Jak wkurzyć Stanisława Soykę

Wszyscy piszą wspomnienia o Soyce, więc napiszę i ja.

Jakieś 21 lat temu byłam na jego koncercie. Nie pamiętam z jakiego powodu, ale miałam czas limitowany. Prawdopodobnie musiałam odebrać od Dziadków i położyć spać Młodego, który był wtedy bardzo młody.

Na koncert zabrałam płytę, z nadzieją, że zdobędę autograf. Po wspaniałym i nieco opóźnionym koncercie, artysta zniknął, a na scenie pojawił się ktoś, pewno manager, który poinformował, że za pół godziny Staszek wyjdzie rozdawać autografy.

Za pół godziny?! Ja już i tak naruszyłam czas, w którym powinnam wrócić do dziecka. Jak mogłam czekać jeszcze pół godziny?

Przemknęłam jakoś do garderoby. Zapukałam, zostałam zaproszona i stanęłam oko w oko z Soyką, który był niekompletnie ubrany (zdążył zdjąć koszulę), spocony, zmęczony i… wyraźnie wściekły, kiedy dotarło do niego, dlaczego zakłócam jego spokój. Ochrzanił mnie, że nie daję mu odpocząć, ale mimo wyraźnej złości – dał mi autograf. Który mam do dziś. I za który byłam, i jestem wdzięczna.