W ubiegłym roku byłam tak zarobiona zawodowo (nadal zaciska mi się gardło na wspomnienie tamtego okresu), że nie robiłam prawie żadnych przygotowań do Świąt. Nie piekłam również pierniczków.
W tym postanowiłam to nadrobić. Ale zgubiłam przepis, który wykorzystywałam od lat (spokojnie, już się znalazł 😉 ). Ale na szczęście jest Internet a w nim pierdyliard przepisów.
Wybrałam jeden i postanowiłam go przetestować wcześniej, bo pierniczki mają być głównie prezentami.
I całe szczęście, że zdecydowałam się na test.
Sam przepis nie był zbyt dobry, a na dodatek zamiana cukru na erytrol też mu nie pomogła. Próbowałam nawet wycinać z tego, co ugniotłam, ciastka foremką-misiem, ale po pierwszej blaszce się poddałam…

Na dodatek po wycięciu pierwszych kilku zorientowałam się, że zapomniałam dodać kakao 😀
Resztę ciasta przerobiłam na nieregularne formy, które natychmiast zyskały miano “wypierdków mamuta”.

Jadalne, ale bardzo daleko im do pierniczków, które robiłam w przeszłości. Zatem, niedługo – powtórka, ale tym razem może bardziej przyłożę się do dekoracji. Żeby nie było tak:

nigdy nie piekłam pierników i wcale mi nie żal, za to pieczemy ciasteczka maślane 😉
Pierniki piekła moja była bratowa, stroiła je tak że żal było pożreć, robiła pierniki z imieniem i wszyscy dostawali w prezencie.
styl dekorowania pierników z dolnej fotki to taki mój hahaha
w sobotę próbowałam upiec bezy orzechowe i że tak napiszę oczekiwania a rzeczywistość bardzo się różniły hahaha ale w smaku były zacne 😉 pożarte więc plus dodatni