Człowiek na planecie psów…

Może powinnam cieszyć się, że mimo skończonych 50 lat, nadal bywam zaskoczona?…

W jednym z odcinków “Teorii wielkiego podrywu” Sheldon mówi: “Spróbuj postawić się na moim miejscu. Wyobraź sobie, że jesteś jedynym człowiekiem żyjącym na planecie zamieszkanej przez same psy.”

Coraz częściej rozumiem co miał na myśli. Choć przyznaję, nawet ja jestem czasami zaskoczona.

Dwie sceny, z jednego poranka.

Scena pierwsza:

Spaceruję z psami po mieście powiatowym, w pobliżu którego mieszkamy. Poranek, zatem ruch na ulicach spory, zwłaszcza, że spaceruję w centrum. W zasięgu mojego wzroku zatrzymuje się opel. W dość niefortunnym miejscu, bo tuż przed wjazdem na rondo, blokując jedyny pas w tę stronę. Zza kierownicy wysiada kobieta lat 30-40, idzie do tyłu auta, otwiera bagażnik i zaczyna w nim grzebać. W tym czasie z miejsca pasażera wysiada starsza kobieta (matka?). Samochód stoi, za nim robi się korek. Kobieta zamyka bagażnik, odwraca się na pięcie, wchodzi na chodnik i zaczyna iść w kierunku, z którego przyjechała.

– Dokąd idziesz? – woła za nią pasażerka

– No, przecież muszę się wrócić.

Ponieważ idę z psami w tę samą stronę, więc widzę, że idzie do budynku usługowego oddalonego o 300 metrów od ronda, na które wjazd blokuje jej samochód. Korek przed rondem rośnie. Niestety, jest za daleko przede mną, bym mogła ją zapytać czy ma centralnie w dupie wszystkich, poza sobą…

Scena druga:

Jadę już z miasta, drogą przez wioski. Ostatnie 1200 metrów przed domem, to droga boczna, o szerokości jednego samochodu, w większości przebiegu sąsiadują z nią ogrodzenia lub rowy. Żeby się tu minąć, trzeba nieco pomyśleć, bo mijanki są, ale rzadko – kilka na całej trasie. Zatem zwykle ktoś musi wcześniej zjechać albo ktoś musi cofać.

Zjeżdżam z głównej, dość ruchliwej drogi i widzę samochód jadący z przeciwka. Samochód przejeżdża koło mijanki i nie zwalniając jedzie dalej, aż dojeżdża mi do maski i dopiero wtedy zatrzymuje się. Widzę, że za kółkiem siedzi kobieta. Jesteśmy w takiej sytuacji, że ja mam 50 m za plecami skrzyżowanie z ruchliwą drogą, ona ma 25 metrów za plecami mijankę. Patrzy na mnie oczami człowieka, który kompletnie nie kuma co się stało. Pokazuję jej na migi, że ma cofnąć do mijanki. Konsternacja, a potem zaczyna się rozglądać po wnętrzu auta, jakby szukała tam kogoś, kto za nią wrzuci wsteczny. Trwa to chwilę. Zanim znajdzie rozwiązanie, dróżką dojeżdżają 2 następne samochody, drugi nawet z przyczepą. Mimo, że już z pewnej odległości widać dokładnie co się dzieje, to oba dojeżdżają kolejno do “korka” i zatrzymują się zaraz za tylnym zderzakiem poprzednika. Żeby przypadkiem nikt nie mógł łatwo wycofać… Pat.

I już wiem, jakie jest jedyne rozwiązanie. Cofam, wystawiam tył samochodu poza naszą lokalną drogę (bo akurat tak jest, że widoczność, na wyjeździe, słaba, więc żeby cokolwiek zobaczyć, nawet w kamerze, muszę wyjechać dość mocno), modląc się, żeby ktoś się nie zagapił i nie przydzwonił we mnie, na szczęście inni przytomnie mnie omijają. Znajduję lukę w samochodach na głównej drodze, wjeżdżam na nią, blokuję na chwilę jeden pas i pozwalam 3 samochodom (dwa były kierowane przez mężczyzn, więc to nie jest tak, że tylko kobietom się to zdarza) wyjechać.

Przeraża mnie to, jak wiele osób nie ma zdolności przewidywania sięgających dalej niż najbliższa sekunda. Przeraża mnie, jak wiele ludzi ma kompletnie w dupie innych. Obserwuję to każdego dnia. I coraz częściej rozumiem, co powiedział Sheldon.