Zadzwoniła moja komórka. Numer stacjonarny, z Tarnobrzegu – odebrałam.
– Dzień dobry, Anna Kowalska. Dzwonię do pani w sprawie kredytu, jaki ma pani zaciągnięty we frankach. Nie wiem czy jest pani świadoma, że niektórzy klienci banków mogą mieć prawo…
– Chwileczkę – przerwałam jej
– Tak?
– Możemy zaraz kontynuować naszą rozmowę, ale jedna ważna kwestia. Jeżeli dzwoni pani w sprawie mojego kredytu, to proszę o podanie nazwy banku, w którym mam go zaciągnięty.
Anna Kowalska zacukała się na chwilę (stąd wiem, że to nie automat), ale nie dała się na długo zbić z pantałyku.
– Tak jak wspomniałam, niektórzy klienci mają prawo…
– Proszę o podanie nazwy banku w którym mam kredyt, bez tego nie porozmawiamy – mój głos robił się coraz bardziej zdecydowany i służbowy.
– Niektórzy klienci banków mają prawo do… – twardo próbowała kontynuować.
– Skoro nie podała pani nazwy banku, w tym momencie kończymy tę rozmowę. Żegnam.
Popatrzyłam na Małża, który przysłuchiwał się rozmowie.
– Mam nadzieję, że teraz przede wszystkim doceniasz to, że z tobą tak nie rozmawiam 😀
P.s. Nie mam kredytu we frankach.