It’s the end of the world as we know it

Budzę się o 4.30. Czasami o 4.20. Mój wewnętrzny, cichy budzik, uruchamia się ostatnio zawsze między 4.20 a 4.30. To czas, kiedy sen ulega stresowi.

Hiszpanie mówią na stan, w którym jestem obecnie “dar vueltas a la cabeza”. W tłumaczeniu dosłownym – kręcić głową. Po polsku to raczej kotłowanie się myśli w głowie.

Zaledwie za część tych myśli odpowiada mój świat najbliższy – martwienie się o rozwój mojej kariery zawodowej itp. Bardzo wiele z nich wynika z tego, co dzieje się na Świecie.

Czy to koniec świata, który znamy?

Czy nadciąga nieuniknione?

Za kilka dni pewno wrócę do normy. Zaczną działać moje sposoby na wyparcie tego ze świadomości, na lepszy sen. Ale póki to nie nadejdzie, pytania o przyszłość będą zabierać mi sen.

W odruchu obronnym przestaję czytać wiadomości i zaszywam się we własnym mikrokosmosie.