Nie nadaje się

Zmiana trybu życia, którą przeszłam kilka miesięcy temu sprawiła, że ostatnio mam zdecydowanie mniejszy kontakt z randomowymi przedstawicielami mojego gatunku. I całe szczęście – ja się do tego nie nadaję!

Jechałam wczoraj do Krakowa, pozałatwiać kilka spraw.

Od wyjazdu z naszej niemal-polnej drogi, do Zakopianki, czyli kilkanaście km jechałam za wypasionym suvem pewnej prestiżowej marki.

W pierwszej chwili myślałam, że kierujący tym samochodem jest na bańce – nawet chciałam dzwonić na pały.

Jechał dziwnie. Bardzo niepewnie. W terenie zabudowanym – najczęściej 35 km/h, poza nim – 45, choć warunki były idealne, temperatura powyżej zera i sucha jezdnia. Na dodatek jakoś tak nie do końca prosto – niby mieścił się na pasie, ale nie miał ruchu prostoliniowego. Na rondach, przez które przejeżdżaliśmy, zwalniał tak bardzo, że miałam wrażenie, że ma zamiar tam zaparkować. Tak się składa, że w tym rejonie najczęściej nie ma możliwości wyprzedzenia poprzedzającego auta, więc miałam okazję go obserwować bardzo dokładnie.

Szybko zorientowałam się, że nie jest pod wpływem, tylko jechał z telefonem przyłożonym do ucha. Rozpraszało go to tak bardzo, że nie ogarniał normalnej jazdy. Przez kilkanaście kilometrów! Gość jadąc samochodem wartym na pewno nie mniej niż 200 tys. PLN tak bardzo miał w dupie innych użytkowników drogi, że blokował normalny ruch i łamał przepisy kilkanaście km. Na szczęście na Zakopiance nasze drogi się rozeszły.

Godzinę później wyjeżdżałam z miejsca parkingowego, pod pewnym budynkiem usługowo-handlowym w Krakowie. Stałam już z wrzuconym wstecznym i miałam ruszać, kiedy za moją dupę nadjechał furgon kuriera jednej z firm. Zatrzymał się, gość wysiadł z szoferki i zaczął grzebać w paczkach.

Wrzuciłam luz, zaciągnęłam ręczny, wysiadłam i zwróciłam mu uwagę, że to trochę niefajnie blokować samochód, który właśnie zaczyna wyjeżdżać z parkingu. “Ale ja muszę paczki dostarczyć. Niech pani zaczeka”.

Rzuciłam “Qrwa, nie mam innego wyjścia, bo mnie zastawiłeś”. A potem przez kilka minut siedziałam czekając, aż typ wróci.

W drodze powrotnej moją uwagę zwrócił osobowy peugeot na gdańskich blachach – wyprzedzaliśmy się kilkukrotnie. Ja jechałam w limicie, on na prostych odcinkach jechał grubo powyżej, ale na zakrętach, których na Zakopiance sporo, zwalniał grubo poniżej – typowy mistrz prostej.

Dojechaliśmy do robót drogowych. On tuż przede mną, lewym pasem. W w rejonie robót droga jest zwężona, prędkość obniżona do 50 i 70 km/h. Lewy pas ma tylko 2,2 m, prawy jest normalny.

Typ jechał tym lewym pasem, osobówką o normalnej szerokości, z prędkością 20 km/h. Chyba bał się, że się nie zmieści 😀

Rozumiem, że można nie radzić sobie z prowadzeniem auta – na zakrętach, na zwężeniu. Ale wtedy lepiej nie przekraczać prędkości na drodze i niekoniecznie trzeba jechać lewym na zwężeniu…

Naprawdę mam coraz większy problem, żeby znosić towarzystwo bezmyślnych i egoistycznych przedstawicieli mojego gatunku.