Chyba każdy z nas przechodzi przez to regularnie – kasjerki i kasjerzy, sieci rozmaitych, zanim skasują z nas należność, muszą wypowiedzieć pierdyliard formułek. Nie wkurzam się na nich, bo wiem, że tak im kazano. Ale faktem jest, że w odruchu bezpieczeństwa pół mózgu mi się na tym etapie wyłącza.
Wczoraj kupowałam wodę na stacji benzynowej tej samej sieci, w której zwykle tankuję. Więc wiem jaki to scenariusz.
Ja mówię lub pokazuję to co chcę kupić.
Osoba po drugiej stronie pyta:
– Czy ma pani kartę lub aplikację?
Ja zgodnie z prawdą odpowiadam, że nie.
– Zachęcam panią do założenia.
– Dziękuję, czuję się zachęcona.
I dopiero wtedy przechodzimy do płatności.
No więc wczoraj pokazałam butelkę wody.
Miła młoda pani zadała pytanie, na które ja odpowiedziałam radośnie i automatycznie
– Nie!
Dopiero jej zaskoczona mina sprawiła, że dotarło do mnie, że chyba jednak powinnam posłuchać co mówi, zanim odpowiedziałam.
– Przepraszam, czy mogłaby pani powtórzyć?
– Płatność kartą czy gotówką?