Łatwo w mediach trafić na opinię, że Polacy za rzadko się badają i za rzadko szczepią. Ciekawe, dlaczego tak jest?…
Niedawno skończyłam 50-tkę. Uznałam, że czas do katalogu działań prewencyjno-diagnostycznych dołączyć coś nowego. Słyszałam, że zalecana jest kolonoskopia, więc postanowiłam pójść porozmawiać o tym z lekarzem POZ. A przy okazji chciałam dowiedzieć się czy skoro zmienił się mocno poziom wyszczepienia w społeczeństwie, to może są teraz jakieś rekomendacje dla szczepień przypominających.
No, to poszłam…
W “mojej” przychodni przyjął mnie lekarz po 30-tce. Zaczęłam od wieku i kolonoskopii.
I dowiedziałam się, że nie ma zaleceń, by robić kolonoskopię po ukończeniu 50 lat. Zasadniczo nie ma żadnych szczególnych zaleceń – jak sobie zrobię pakiet Profilaktyka 40+ to wystarczy.
Ze szczepieniami też nie poszło mi lepiej. Nie ma darmowego programu doszczepiania. Odparłam, że nie ma sprawy – zapłacę sobie za szczepionkę, ale nawet to nie pomogło. W ogóle, skoro byłam szczepiona w dzieciństwie, to te szczepienia nadal działają. Wystarczy, że będę się szczepić na grypę.
I ogólnie przekaz był taki, że jestem młoda i mam nie zawracać głowy. Jak będę stara i schorowana, to wtedy będzie czas na diagnostykę i profilaktykę w postaci szczepień.
Ile osób zderzywszy się z taką postawą rzeczywiście odpuści sobie dalszą zabawę i poczeka na moment, kiedy będą mogły pochwalić się jakimiś spektakularnymi objawami chorobowymi?
Ja, na szczęście, jestem uparta. Wygooglałam program badań przesiewowych NFZ i zaczęłam już umawiać się na badanie. A do tematu szczepień wrócę, gdy za kilka dni ruszy mi ubezpieczenie prywatne.